Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 4

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednie rozdziały.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Rozdział 4

Już myślałam, że mi się nie uda... ale jakoś napisałam ten rozdział do końca. Może nie być tak dobry jak poprzednie.

W następnej notce napiszę trochę o Hiirtach i Strażnikach:)







Jezioro Spotkań leżało na południe od Świątyni Skały. Było bardzo duże i zwykle niespokojne. Jednak tego popołudnia jego powierzchnia była wyjątkowo spokojna. Otaczające je bagna były poprzecinane wieloma strumieniami i rzekami. Część z nich wpadała do jeziora, część wypływała z niego. Niebo zasnute było szarymi chmurami, które odbijały się w wodzie. Świątynia Skały (dziwna, powykrzywiana we wszystkie strony, ciemna góra, niemalże zaprzeczająca prawom fizyki) widniała na horyzoncie. Była ledwo widoczna we mgle. Pośrodku jeziora leżała niewielka wyspa, a w wodzie unosiło się czternaście dużych, różnokształtnych kryształów, które mieniły się setkami kolorów.
We wnętrzu jednego z nich pojawiło się zawirowanie, które przybrało po chwili postać białego wilka. Ragasch rozejrzał się. Pozostałe kryształy były puste.
-Znowu się spóźniają- warknął.- Mówiłem przecież, że to sprawa niecierpiąca zwłoki. I oni mają czelność zwać się Strażnikami?
-JA JESTEM NA CZAS - wilk aż się wzdrygnął. Niski, głęboki głos Ywaarea, który rozbrzmiał w jego umyśle, sprawił, że ziemia lekko zadrżała. Ragasch odwrócił się. Na brzegu jeziora leżała głowa olbrzymiego węża morskiego, który do połowy zapadał się w grząskim gruncie. Jego ciemne łuski miały fioletowy poblask. Wokół głowy i na grzbiecie wyrastały błoniaste grzebienie przypominające płetwy. Ywaare był tak długi, że mógłby bez przeszkód opleść górę. Zwykle pływał w morzu w okolicach Wyspy Świątyń.
-Wystraszyłeś mnie. Rzadko przychodzisz na zebrania Strażników.
-NIE LUBIĘ WYCHODZIĆ Z WODY. ALE WYROCZNIA CHCE WIEDZIEĆ, CO TAK NAPRAWDĘ SIĘ STAŁO.
-Rozumiem, że nie może wszystkiego zobaczyć sama.
-ZWIERCIADŁA NIE POKAZUJĄ WSZYSTKIEGO.
W tym momencie wnętrze innego kryształu zawirowało i zmaterializował się w nim Irdlaug. Stworzony z lawy koń potarł kopytem ścianę kryształu, w ten sposób rozległ się piskliwy dźwięk.
-Przestań, ty ognista wredoto!- zawarczał Ragasch.
-Chciałem tylko, żebyś mnie zauważył. Dawno się nie widzieliśmy, piesku.
-I bardzo dobrze. Spotykamy się i tak zbyt często.
-JAK ZWYKLE JESTEŚCIE DLA SIEBIE BARDZO MILI- zahuczał z ironią morski wąż. Ywaare spróbował się podnieść, ale natychmiast zaczął się jeszcze bardziej zapadać.
-NIE CIERPIĘ TEGO.
W pozostałych kryształach kolejno materializowali się Strażnicy. Większość z nich miała postać zwierząt, niektórzy byli hybrydami. Na każdą Świątynię przypadało dwoje duchów. Wszyscy wyczekująco patrzyli na Ragascha.
-Dobrze, jesteśmy wszyscy. Jak zwykle spóźnieni…
-EKHEM…
-…oprócz Ywaarea. Fakt, że Wyrocznia nie widzi wszystkiego potwierdza moje przypuszczenia. Sprawa jest poważna. Obawiam się, że nasz dawny wróg nie został całkowicie pokonany. Został między ludźmi i urósł w siłę, a teraz znowu nam zagraża. Zniknięcie Callas Miril może być dopiero początkiem.
Pozostali Strażnicy zgodnie pokiwali głowami. Narada się rozpoczęła.
***

Ingvi zwolnił i wyrównał lot. Długie, wąskie skrzydła były idealne do szybowania. Odkąd wystartował smok ani razu nie musiał nimi machać. Pęd powietrza zelżał i Serein mógł w końcu otworzyć oczy. Po obu stronach wznosiły się pionowe ściany z ziemi i skał. Były poorane mnóstwem wyłomów, półek i jaskiń. Dno kanionu leżało poza zasięgiem wzroku. Był tak szeroki, że w jego wnętrzu Ingvi wydawał się nie większy od kruka. Od czasu do czasu mijali mniejsze i większe odnogi. Smok skręcał bez zastanowienia, jakby doskonale znał drogę.
-Jesteśmy w Gryfich Górach. Musimy być tutaj bardzo ostrożni- powiedziała Maven.
-Dlaczego?- spytał Serein.
-Ja i Maven przelatujemy tędy dosyć często- odezwał się Ingvi.- Gryfy przyzwyczaiły się do nas i wiedzą, że nie jesteśmy niebezpieczni. Ale nie wiemy jak zareagują na ciebie.
-One nie przepadają za ludźmi…- szepnęła Maven tak cicho, że Serein jej nie usłyszał. Jednak Ingvi wyczuł jej myśli.
Po pewnym czasie smok stracił pierwszy impet i musiał poruszać skrzydłami, żeby lecieć dalej. Utrzymanie się na jego grzbiecie stało się jeszcze trudniejsze. Serein czuł pod nogami pracujące mięśnie. Mimo skórzanych pasów łuski smoka tarły mu o skórę.
-Zatrzymamy się na chwilę, zmęczyłem się- powiedział Ingvi.
Znaleźli w miarę dużą skalną półkę i wylądowali na niej. Maven zeskoczyła na ziemię i pomogła zejść Sereinowi. Smok nie tracąc czasu położył się i zamknął oczy. Maven usiadła obok i oparła się o niego. Serein pocierał obolałe nogi. Nie przypuszczał, że siedzenie na Ingvim będzie takie wyczerpujące.
-Nie przywykłeś do latania na smoku, prawda?- spytała Callas.
-To był mój pierwszy raz.
-Lepiej się szybko przyzwyczaj, jeśli chcesz być moim uczniem.
Serein nie wiedział skąd ta nagła oschłość. W ogóle nie miał pojęcia jak rozmawiać z Maven. Usiadł na skale i wyjął z sakwy prowiant, który ojciec dał mu na drogę. Ukradkiem zerkał na swoją nową towarzyszkę. Chciał zapytać, dlaczego nic nie je, ale nie wiedzieć czemu poczuł strach. Maven posiadała ostry głos, przywykły do wydawania rozkazów. Serein stwierdził, że lepiej się nie odzywać. Nie wiedział dlaczego, ale czuł od Maven wielką moc, która tylko czekała na uwolnienie. Może dlatego była taka powściągliwa? Chłopak mógł łatwo sobie wyobrazić jak niebezpieczna może być Maven, gdy się zezłości. Szkoda, że Ingvi śpi…
Nagle ktoś szybko przeleciał nad jego głową i wylądował nieopodal na skalnej półce. Jasnożółte pióra gryfa łagodnie przechodziły w złotą sierść lwiego tułowia. Stworzenie miało krępą, potężną budowę, wielki, orli dziób, przednią część ciała i skrzydła ptaka. Na końcu lwiego ogona falowała efektowna, czarna kita. Maven także zauważyła zwierzę.
Ingvi, jest tylko jeden?
Niestety, to całe stado. Zaraz przylecą. Ten pierwszy musi być ich przewodnikiem. I dziwnie patrzy na chłopaka.
Niedobrze, jak wyczują w nim człowieka, będziemy mieli kłopoty…
Nie chciałbym cię martwić, ale od dłuższego czasu leciały za nami.
No, to mamy problem…

Nie minęło dziesięć minut, a na ścianie wokół skalnej półki, na której byli, i na przeciwległym krańcu kanionu siedziało około dwudziestu dorosłych gryfów i kilkoro młodych. Porozumiewały się między sobą krzykami, podobnymi do orlich. Ingvi podniósł otoczoną kolcami głowę.
-Serein, schowaj się za mną, ale idź powoli!
-Co się…
-Nic nie mów, bo zwrócisz na siebie ich uwagę!
Chłopak posłusznie skierował się wolnym krokiem w stronę smoka. Maven wysunęła się do przodu. Na jej widok gryfy zawahały się, ale nie trwało to długo. Wystarczyło jednak, by Serein zdążył wsunąć się pomiędzy ścianę a smoka. Czuł, że dzieje się coś niedobrego. Kilka gryfów razem z przewodnikiem odbiło się od skały i zawisło nad nimi. Maven zmierzyła ich wzrokiem.
Co mam zrobić? Prawo zakazuje krzywdzić jakąkolwiek istotę mieszkającą na Wyspie.
Może przestraszyć je trochę? Nasza sytuacja i tak jest nieciekawa.
Dobrze, spróbuję.
Ja będę chronił małego.

Maven wyciągnęła ręce i kilka pobliskich skał zamarzło, a potem rozkruszyło się na drobne kawałki. Krzyki gryfów zrobiły się jeszcze głośniejsze. Zdenerwowane machały skrzydłami, drapały podłoże i potrząsały głowami. Przewodnik wydał z siebie skrzek jakby kazał pozostałym przygotować się do ataku.
-Serein, wejdź na Ingviego, ale musisz to zrobić powoli- powiedziała dziewczyna spokojnym tonem, ale w jej glosie kryło się napięcie. Sama także zaczęła się cofać. Kiedy oboje byli już na smoku, Ingvi podniósł się ostrożnie i podszedł do krawędzi półki.
-Przygotujcie się…
-Spróbuję odwrócić ich uwagę, na mój znak wystartujesz- powiedziała dziewczyna.
-Dobrze. Mały, trzymaj się mocno. Postaraj się nie zlecieć.
-Dobrze. Co się dzieje?- Serein niczego nie rozumiał.
-Gryfy są rozdrażnione twoją obecnością. Nie wiadomo, co mogą nam zrobić i…
-Teraz!
Maven wyciągnęła ręce po raz drugi, ale tym razem skalne występy oderwały się i spadły na gryfy. Udało się wywołać zamieszanie. Ingvi odepchnął się i zaczął pikować w głąb kanionu. W parę chwil wokół nich zrobiło się ciemno. Z tyłu słychać było łopot wielu skrzydeł i rozdrażnione krzyki. Ingvi leciał tak szybko, że Serein z trudem się trzymał. Nie myślał o niebezpieczeństwie, musiał skupić się na tym, żeby nie spaść. Zaczęły boleć go ręce, którymi trzymał jeden z kolców smoka, bolały też nogi. Przypomniał sobie, że odkąd opuścił Świątynię Ognia prawie nic nie jadł. A potem przestał czuć cokolwiek. Zsunął się z grzbietu smoka i spadł w ciemność kanionu.
Zawracaj, szybko!!!
Teraz nie mogę, jest zbyt wąsko.
Słyszysz?
Tak. Zatrzymały się. Chyba złapały chłopaka
Jak będziemy przy nich, będziesz mógł ziać ogniem.
Jesteś pewna?
Jakoś to wytrzymam.

Ingvi zawrócił i pognał z powrotem. Nabrał tchu. Z jego otwartej paszczy wytrysnął strumień żółtoniebieskich, oślepiających płomieni. Gryfy, które znalazły się w pobliżu rozpierzchły się w popłochu.
Widzisz go?
Nie. Jest zbyt ciemno. Jeszcze raz, ale mocniej.
Jesteś pewna, że tego chcesz?
Nie mamy czasu, zaraz mogą go rozszarpać.
Po prawej chyba widziałem jaskinię…

Tym razem płomień był o wiele większy. Ingvi dojrzał gryfa, który miał Sereina i ruszył za nim w pogoń. Zwierzę ze strachu przed ogniem wypuściło swoją zdobycz. Smok delikatnie złapał chłopca w przednie szpony, po czym co chwilę zionąc ogniem odnalazł jaskinię. Wleciał do środka i z trudem wylądował na dwóch łapach. Dopiero wtedy zauważył, że Maven jest zgięta wpół i ciężko oddycha. Kiedy zeszła na ziemię, ledwo trzymała się na nogach. Ostatkiem sił udało jej się stworzyć lodową ścianę, która zamknęła wejście do jaskini i odgrodziła ich od szalejącego stada gryfów.
-Pięknie...- mruknął smok.
Po jednej jego stronie leżała Maven, która ucierpiała od kontaktu z ogniem, a po drugiej Serein. Chłopak stracił przytomność, miał poszarpane ubranie i wiele ran od pazurów.
-Cóż... spróbuję ulżyć najpierw tobie...

DerraS 23/02/2008 18:34:58 [Powrót] Komentuj