Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 5

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednie rozdziały.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Rozdział 5

Nowy rozdział:D. Dawno niczego nie pisałam. Komentować, bo nie wiem czy ktoś w ogóle czyta moje opowiadanie:[. Bez komentarza nie będzie dalszej części. U, to zbyt okrutne...

Miłej lektury życzę^^.






Na dnie kanionu w Gryfich Górach panowała ciemność. Promienie słoneczne nigdy tam nie docierały. Jednak był taki rodzaj światła, które regularnie nawiedzało to miejsce. Wiele kilometrów pod jaskinią, w której schronili się Serein, Maven i Ingvi, w powietrzu pojawił się nikły płomień. Rósł z każdą chwilą, po czym zatoczył krąg. Wśród ogni pojawiła się głowa lwa.
-Mogłem się tego spodziewać…
W pewnej odległości za lwią głową pojawił się drugi płomień, ale nie urósł do takich rozmiarów jak poprzedni. Tym razem ukazała się reszta zwierzęcia, drugi płomień okazał się końcem jego ogona. Lew był zloty. W odróżnieniu od gryfów, których sierść lekko połyskiwała, on wyglądał, jakby został wytopiony z metalu. Ognista grzywa i ogona wywoływały na jego powierzchni niesamowite refleksy.
-Cóż…- westchnął lew.- Chyba będę musiał interweniować.
Ryknął i wtedy na jego łapach zmaterializowały się czarne obręcze. Stworzenie zaczęło powoli unosić się w górę rozświetlając otaczający je mrok.
***

Ragasch rozejrzał się po zebranych. Tak jak przypuszczał, jego słowa wywołały wstrząs. Wszyscy Strażnicy milczeli przez dłuższą chwilę, jakby słowa wilka nie mogły do nich dotrzeć.
-To już koniec!! Jader przestanie istnieć!!- rajski ptak w panice zatrzepotał skrzydłami. Pozostali ocknęli się.
-Hallur, uspokój się!- krzyknął niedźwiedź Rig.
-Ragasch…- rozległ się melancholijny głos.
-Słucham cię Saglinie.
-Sądzę, że masz rację…- zaczął żółw.- nie, jestem pewien, że twoje słowa są prawdziwe… Powiedz mi tylko, co możemy zrobić?
-Właśnie dlatego zwołałem to zebranie, mój drogi- odpowiedział Ragasch.
-To proste!! Nie możemy temu zapobiec!!
-Hallur, jak nie przestaniesz się wydzierać, to jeszcze dzisiaj polecę do was i zjem cię na kolację.- Piękna, skrzydlata tygrysica ostentacyjnie czyściła sobie łapy. Nic nie mogło przeszkodzić Demerze w zachowaniu higieny.
-Niestety, on ma rację- Ragasch spróbował zwrócić na siebie uwagę zebranych.- Nie mamy takiej władzy, żebyśmy mogli sami zapobiec katastrofie, ale…
-Przepraszam, że przerywam…- odezwał się Irdlaug. Wilk westchnął.
-Słucham.
-Nie możemy kontynuować zebrania. Colbrun gdzieś zniknął.
-Jak zwykle odchodzi bez uprzedzenia.
-Przepraszam, Karawe też nie ma.- powiedział jeleń Orgin.
-Jestem, jestem. Nie lubię się uwidaczniać- w największym z kryształów rzeczywiście połyskiwały szarozielone oczy kałamarnicy
-Nadal jednak nie ma jednego z nas.
Biały wilk znowu westchnął. Spodziewał się tego. Bardzo trudno było zgromadzić wszystkich Strażników Świątyń w jednym miejscu, bo ich moce zaczęłyby się wzajemnie anihilować. Dlatego powstało Jezioro Spotkań. Nadal jednak widywali się tylko w sprawach szczególnej wagi. Strażnicy bardzo rzadko potrafili dojść do porozumienia. Minie przynajmniej kilka miesięcy zanim opracują wspólny plan. A tymczasem wróg działał bez przeszkód…
***

Tym razem płomień był czarny z błękitnym obramowaniem. Prawie nie dawał światła. Prześlizgiwał się gładko po Sereinie zasklepiając rany i naprawiając podarte ubranie. Miał jednak uboczne skutki. Kiedy Ingvi skończył, chłopca trawiła wysoka gorączka.
-Wytrzymaj, mały. To wszystko, co mogę zrobić.
Smok odwrócił się i przyjrzał się nieprzytomnej Maven. Straszenie gryfów ogniem, który jak nic innego jej szkodził, nie było najlepszym pomysłem. Być może był to jedyny sposób żeby uratować Sereina. Ingvi nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnio Maven była zdolna do takiego poświęcenia. Ciekawe co by było, gdyby Serein nie był kandydatem z rodziny Mistrza. Teraz nie mógł jej uleczyć, bo jeszcze bardziej by zaszkodził dziewczynie. Pozostało tylko czekać aż sama się ocknie. Tylko Maven mogła sprawić, aby lodowa ściana zniknęła.
-…ol…n…-wymamrotał Serein.
Ingvi na wszelki wypadek wysłał w jego stronę jeszcze jeden czarny płomień. Dopiero wtedy dotarło do niego, że już od dłuższego czasu nie słychać gryfów. Może zrezygnowały? To było mało prawdopodobne. Więc co się stało?
Tymczasem gryfy były nadal przy wejściu do jaskini. Stały jak skamieniałe i wpatrywały się w złotego lwa. Colbrun przyjrzał się każdemu z osobna.
-Zawiodłem się na was. Nie potraficie już rozpoznać osoby pochodzącej ze Świątyni Ognia?!- ryknął.- Czyżbyście czuły się tu zbyt bezpiecznie?! Zapomniałyście już KTO pozwolił wam tutaj zamieszkać?!
Zmieszane gryfy zwiesiły głowy i zaczęły wpatrywać się w ziemię. Kilka z nich wydrapywało rowki w miększych częściach skały.
-Dlaczego muszę zawsze osobiście interweniować? No dobrze, wybaczę wam- dodał lew już spokojniej. Ale macie zostawić ich w spokoju. A najlepiej odlećcie na drugi kraniec gór. Chyba, że chcecie wrócić na południe?
Gryfom nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Zerwały się wszystkie na raz i po chwili już ich nie było. Cichy łopot odbijał się echem wzdłuż kanionu. Colbrun zbliżył się do lodowej ściany i dotknął jej nosem, po czym natychmiast się odsunął.
-Ta Maven… Nawet osłabiona potrafi rzucić porządne zaklęcie. Trochę potrwa zanim ich uwolnię. Ragasch będzie wściekły…
Lew oparł się przednimi łapami o lód, który zaczął powoli się roztapiać. Po drugiej stronie Ingvi usłyszał cichy syk.
Kto tam?
Ach, Ingvi! Zapomniałem, że możesz się ze mną skontaktować.
Colbrun?
Zgadłeś. Jak reszta? Maven mi nie odpowiada.
Oboje są nieprzytomni. Nic poważnego.
Skoro tak, to mógłbyś mi pomóc? Roztapiaj lód z drugiej strony.
Dobrze

***

Nadszedł wieczór, chociaż w głębinach kanionu nie robiło to większej różnicy. Panowała tam kompletna ciemność, tak jak wcześniej. Maven poczuła jak wracają jej siły. Powoli otworzyła oczy. Z jednej strony słyszała ciche jęki Sereina, a z drugiej, przed wejściem do jaskini zobaczyła światło prześwitujące przez lód. Jej bariera była na jednym z brzegów roztopiona na wylot, tam, gdzie była najcieńsza. Callas potrafiła bardzo szybko się regenerować i po chwili mogła już wstać. Jednak gdy zbliżyła się do wyjścia osłabienie powróciło.
-Chyba będę musiał już odejść.- usłyszała głos Colbruna.- Nie chciałbym przeszkadzać Maven moją energią. Poradzicie sobie sami?
-Oczywiście- odpowiedział Ingvi.- Jeszcze raz dziękuję…
-Ochrona mieszkańców Świątyni Ognia, nawet byłych, to mój obowiązek- uciął lew. Buchnął wielki płomień, a kiedy zniknął Strażnika już nie było.
Jak się czujesz?
Nie najlepiej.
Radzę ci jeszcze się położyć. Odpocznij, rankiem wyruszymy w dalszą drogę.
Nie, naprawdę odzyskałam siły.
Nigdy nie używałem takiej ilości ognia w twojej obecności. Myślę, że trochę przesadziliśmy.
Masz rację…ale… Chyba pójdę się przespać. I zmniejszę chłopakowi gorączkę.

Maven zniknęła we wnętrzu jaskini. Ingvi miał wielką ochotę o coś jeszcze ją zapytać, ale zrezygnował. Nie będzie jej teraz męczył. Ale kiedy wrócą do domu będą musieli przeprowadzić poważną rozmowę. Smok spędził resztę nocy na czuwaniu. Wysoko nad nim, w ledwo widocznej szczelinie powoli przesuwał się największy z księżyców, Teles. Kiedy niebo zaczęło być coraz jaśniejsze, wrócił do jaskini. Maven wyjęła z torby i założyła Sereinowi biały płaszcz, podbity grubym futrem, po czym położyła go na grzbiecie smoka i mocno przywiązała rzemieniami. Nadal była osłabiona i Ingvi musiał jej pomóc z wejściem. Nie zamienili przy tym ze sobą ani słowa. Smok wyszedł z jaskini i wystartował. Mocno uderzając skrzydłami wzniósł się wyżej, gdzie docierały promienie słońca. W końcu opuścili kanion i znaleźli się na górzystych peryferiach Świątyni Powietrza. Właśnie wtedy Serein ocknął się. Maven pomogła mu usiąść.
-Co się stało?
-Zaatakowały nas gryfy.- powiedziała dziewczyna.
-Ach…teraz pamiętam. Dlaczego nie jestem ranny?
-Ingvi cię uleczył.
-Jak to?
-Mów z większym szacunkiem. Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie znasz.
-Tak jest. Dziękuję ci bardzo, Ingvi.
-Nie ma za co- odpowiedział smok.- Zaraz miniemy Świątynię Powietrza.
Góry stawały się coraz wyższe, a ich stoki coraz bardziej strome. Wiał silny, porywisty wiatr. Ingvi ledwo sobie z nim radził. Najwyższa góra była pokryta kolorowym kwarcem, miała prawie pionowe stoki, a jej szczyt ginął w gęstych chmurach. Ponad nimi stała Świątynia Powietrza, teraz niewidoczna dla podróżujących. Nagle znaleźli się we mgle przypominającej mleko. Ingvi zniżył lot. Serein ucieszył się w duchu z tego, że założono mu płaszcz, bo temperatura zaczęła drastycznie się obniżać. Krajobraz też się zmienił, kiedy mgła ustąpiła. Spod wszechobecnych lodowców wystawały ośnieżone szczyty. Prócz wycia wiatru panowała kompletna cisza. Głosy zwierząt, które słyszeli wcześniej, zniknęły. Serein miał wrażenie jakby czas stanął w miejscu. Urzeczony podziwiał otoczenie. Tutaj można było zapomnieć o całym świecie. Niezmienność była niemalże dotykalna. Nawet ostre słońce nie było w stanie naruszyć wiecznych śniegów. Chłopiec ujrzał błysk przed sobą, który zbliżał się powoli i jednocześnie szybko rósł. Domyślił się, że to Świątynia Lodu. Leżała na stoku jednej z gór, która była wyższa od innych, a jej ostry szczyt był jak palec pokazujący niebo. Świątynia była ogromnym zamkiem-pałacem z mnóstwem dobudowań i strzelistych wież. Jej lodowe ściany skupiały światło tak, że Serein ledwo mógł na nią patrzeć. Miała dwa dziedzińce mniejszy wewnętrzny i większy zewnętrzny. Pomiędzy ośnieżone szczyty wdzierała się gładka powierzchnia lodowca.


DerraS 9/03/2008 16:18:51 [Powrót] Komentuj



Fajne opowiadanie, wpadnij do mnie.
Mangerka 2/04/2008 09:32:54
| http://mangamix.blog4u.pl IP: zalogowany

extra blog ;D super opowiadanie ;)
Wpadnij do mnie:
http://oro-chanka.blog4u.pl/
Oro-chan 22/03/2008 13:38:17
| brak www IP: 194.117.241.30

Oj... Wybacz mi, niedociągnięcie w komentarzu. A mianowicie, obrazek na stronie głównej jest bardzo ładny i idealnie dopasowany. Ale w linkach (innych rozdziałach) są te brzydkie obrazki... I dalej jestem na nie, wobec tych ramek. Są okropne! Znaczy aż tak źle nie jest, ale radziłabym to poprawić ^^.

I ponawiam pytanie o muzykę ^^. Jest GENIALNA!!!
Wisienka 21/03/2008 19:00:46
| brak www IP: 83.4.66.28

Ach... Opowiadanie jest świetne. Właśnie przeczytałam wszystkie notki ^^. Świat, który stworzyłaś, jest bardzo realistyczny, i świetnie dopracowany. Piszesz nie najgorzej, wierzę, że w przyszłości będzie lepiej. Bo każdy z czasem się rozwija ^^.

Muzyka na blogu jest obłędna i wręcz przyprawia o szaleństwo. Szczerze? Jak tylko ją usłyszałam na myśl przyszedł mi lód ^^. Jakież było moje zdziwienie, gdy akcja zaczęła się w Lodowym Pałacu ^^.

Tylko, nie obraź się proszę, szablon pozostawia wiele do życzenia. Obrazki w nagłówku są z deka denne, i bardzo niefantastyczne. Za to czcionka mi bardzo przypadła do gustu ^^.Tło jest ok, ale te "ramki" (chodzi o to białe cuś...). Ja rozumiem, ze miały imitować śnieg, czy tam lód, ale są odpychające. Uwierz mi, ja się lubię babrać w grafice i wiem co jest dobre, a co nie.

Dodaję do ulubionych, i będę wpadać częściej ^^. Mam tylko prośbę... Zdradź co to za utwory, które tak pięknie grają w tle ^^. Bardzo proszę ^^.
Wisienka 21/03/2008 18:34:38
| brak www IP: 83.4.66.28

magiczna mgła otula Twą krainę.... Snu spokojnego nie zastanę, o ilę się nie mylę... Dodam Cię do znajomych:)
edziulka 16/03/2008 14:16:33
| brak www IP: 77.91.23.152

Szablon poprostu obłędny, muzyka również. Właśnie zabieram się za zaległości.
Sathia 13/03/2008 12:16:35
| brak www IP: 217.98.75.58

Rozdział 6 - Magia to potęga
Zapraszam
Sathia 13/03/2008 12:14:51
| brak www IP: 217.98.75.58

Hmm... Jakby Ci to powiedzieć...? Super notka! :D Nie przestawaj pisać, bo co ja będę czytała? Wiem, wiem, egoistka jestem :P Tak na marginesie to nowa notka na http://magia-przyjazni.blog4u.pl/
Pozdrawiamy!
Uriko 10/03/2008 17:20:31
| brak www IP: 83.142.122.149

łAł !!! Super !!! Szablon razem z muzyką tworzą taką atmosferę...a twoje opowiadania naprawdę mi się podobają. Dodaję do ulubionych i mam nadzieję że mój blog też Ci się spodoba i że mnie też dodasz =] Pozdrawiam
Momo 9/03/2008 19:59:48
| http://winry96blogasek.blog4u.pl IP: zalogowany