Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 8

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednie rozdziały.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Rozdział 8

Hmm, nie wiem co napisać... :P

Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że dokonałam kompletnego przeskoku akcji. Odpowiedź: zacznijcie się przyzwyczajać:P. W najbliższym czasie żadnych przeskoków nie planuję, ale kto wie... na razie w każdym rozdziale opowieść rozgrywa się w 2-3 miejscach.

Wszystko jest ze sobą powiązane i wyjaśni się na końcu;)

Jak ja nie cierpię nauki, zabiera mi czas na pisanie. I na myślenie o kolejnych rozdziałach:(

Miłej lektury^^







Ywaare z ulgą zanurzył się w morzu. W wodzie było mu o wiele łatwiej się poruszać, był szybszy i zwinniejszy niż na lądzie. Jego błoniaste grzebienie pomagały mu utrzymać równowagę. W tym miejscu dno od razu schodziło ostro w dół. Ywaare skierował się w głębiny. Na skałach rozkładała się tętniąca życiem rafa koralowa. Ryby i inne stworzenia miały bardzo ostre kolory. Nagle wszystkie umknęły.
-Patrzcie, to ten wąż morski! Naprawdę jest fioletowy! - rozległy się rozbawione głosy. Nim Ywaare zdążył pojąć co się dzieje, otoczyła go grupka syren. Ubrane były w pospinane muszlami wodorosty. Ich srebrnoniebieska skóra w okolicach pasa przechodziła w kolorowe łuski ogonów. Między palcami rąk miały delikatną błonkę. Pływały wokół Ywaarea przyglądając mu się ciekawie.
-CO TU ROBICIE? MYŚLAŁEM, ŻE MIESZKACIE NA PEŁNYM MORZU. KARAVE BY SIĘ TO NIE SPODOBAŁO - zagrzmiał. Syreny nie wystraszyły się jego donośnego głosu.
-Tak, to prawda- jedna z nich znalazła się na wysokości prawego oka Strażnika. – Ale Livira chwaliła się, że widziała największe stworzenie, jakie kiedykolwiek pływało i ruszyłyśmy to sprawdzić. I jak, Elisio?!!
Woda wokół nich robiła się coraz ciemniejsza, było też mniej morskich stworzeń. Po dłuższej chwili od strony ogona węża przypłynęła kolejna syrena.
-Livira miała rację, sprawdziłam. Nie jest tak szeroki jak Biały Wieloryb, ale ma o wiele większą długość. Myślę, że jest też cięższy.
-Oh, nie!! Przegrałam zakład!
-CHWILECZKĘ- Ywaare zatrzymał się.- PRZYBYŁYŚCIE AŻ TUTAJ, ŻEBY SPRAWDZIĆ JAKI JESTEM DUŻY?
-Tak- odezwały się wesoło.
-CZY TO NIE JEST ZBYT NIEBEZPIECZNE?
Odpowiedział mu zbiorowy chichot.
-Nikt nie jest w stanie nas dogonić! Do zobaczenia, Morski Wężu!
-JA MAM IMIĘ…- zaczął Ywaare, ale syren już nie było. Został po nich tylko ruch wody i kilka bąbelków. Wąż dotarł na głębokość, gdzie nie docierało żadne światło. Pływało tu wiele dziwnych ryb. Niektóre miały przezroczystą skórę, a inne fosforyzujące wyrostki, których używały do polowania. Wszystkie umykały na jego widok. Ywaare skierował się w kierunku jaskini, jakich wiele było w skalnej ścianie.
***

Kel leżał na kanapie w swoim tymczasowym pokoju i bezmyślnie obserwował odrapany sufit. Był zbyt zmęczony, żeby robić cokolwiek innego. Z uchylonego okna wydobywał się zwykły, uliczny gwar i niezbyt miły zapach. Umnar stwierdził sucho, że porozmawiają później i zamknął się w swoim gabinecie. Kel zauważył, że szef intensywnie się nad czymś zastanawiał. Mag wrócił do pokoju rad, że może nareszcie odpocząć i właśnie zajmował się błogim nicnierobieniem. Obok, na stole leżały jego rzeczy. Nie było ich zbyt wiele. Trochę podróżnego jedzenia, saszetka z pieniędzmi, kilka starych ksiąg, srebrny łańcuszek z dużą perłą. Najbardziej wartościowy był sztylet. Miał jasnoniebieską klingę i srebrną rękojeść w kształcie splecionych róż. W każdym kwiecie osadzony był inny szlachetny kamień. Na środku, po obu stronach rękojeści wtopione były dwa złote motyle, takie same jak na herbie maga. Klinga zaświeciła i wyłoniła się z niej ruda łasica.
-Kel! - warknęła.- Mam tego dosyć! Tak się traktuje własną Gavi?! Dlaczego każesz mi siedzieć razem z tymi… O! Jesteśmy na miejscu? Widziałeś się z tym… jak mu było…
-Z Umnarem, Deele.- Kel nie odrywał wzroku od sufitu- Tak, spotkałem się z nim, ale był bardzo zajęty. I nie krzycz tak, jestem wykończony. Musiałem cię gdzieś umieścić. Człowiek z łasicą na ramieniu wzbudza zbyt wielkie zainteresowanie. Lepiej, żeby nikt nie wiedział, że w tym mieście jest mag.
-Dobra, nie gniewam się. Mam prawo do własnego zdania, tak? Na twoim miejscu bym mu nie ufała. Skąd możesz wiedzieć, co on teraz kombinuje?
Kel bez słowa wziął sztylet, a Deele odruchowo odskoczyła. Mag obrócił ostrze w dłoni i wbił je w blat stołu. Potem pstryknął palcami tuż przy rękojeści. Złote motyle ożyły i zaczęły jak opętane latać po pokoju.
-Irytujące stworzenia- mruknęła łasica obserwując motyle przymrużonymi oczyma.- Żeby chociaż można było z nimi pogadać! Ten, kto je stworzył, nie postarał się. Ale moja opinia jak zwykle się nie liczy…
-Nie obrażaj Minara!- oburzył się Kel.- Założył Klan Złotych Motyli i był wielkim magiem Minie wiele lat zanim mu dorównam. Poza tym nie wypada źle mówić o zmarłych.
-Ludzie i te ich dziwne zwyczaje…
Mag wskazał ręką na ścianę, za którą znajdował się gabinet i wypowiedział zaklęcie.
-Orbun nil Erebis avi Arebis- motyle zastygły w powietrzu.- Ramigur Salva!
Motyle podleciały do ściany i zaczęły krążyć tuż przy niej. Złota smuga uformowała koło. Po chwili w jego wnętrzu ściana zrobiła się niewidoczna. Umnar siedział przy biurku i zapisywał kolejny pergamin.
-Widzisz Dello? Wszystko w porządku. Ciężko pracuje, a ty masz czelność go podejrzewać.
-On mi się nie podoba. Jeszcze wspomnisz moje słowa.
Motyle z powrotem zajęły miejsca wśród srebrnych róż. Kel zamknął oczy. Nie powinien był rzucać zaklęcia, pomyślał. Wciąż był wyczerpany po długiej podróży. Nie minęło wiele czasu zanim zasnął głęboko. Ruda łasica zwinęła się w kłębek na jego piersi. W przeciwieństwie do maga zachowywała najwyższą czujność.
***

W obszernej, podziemnej komorze stały wyplatane fotele, a na dnie leżał gruby, miękki, wzorzysty dywan. Na jednym z foteli siedziała kobieta w fioletowej sukni ze złotymi ozdobami. Wokół niej latały małe, żółte i białe światełka. Ciemne loki opadały jej aż do pasa. Niebieskozielone oczy miała obramowane czernią. Na ramionach trzymała zloty szal. Obok fotela leżał wielki, kudłaty pies, ciemnej maści. Mimo, że o jaskini prowadziła tylko jedna droga, powietrze we wnętrzu było nadzwyczaj świeże. Połowę komory zajmowała błyszcząca tafla wody, która właśnie poruszyła się lekko. Po chwili wynurzyła się z niej głowa Ywaarea. Fotel, na którym siedziała dziewczyna stał bokiem do niego. Kilka światełek natychmiast poleciało w tamtą stronę. Pies zerwał się na równe nogi i zaczął szczekać potężnym, niskim głosem.
-Baskin, uspokój się.- powiedziała dziewczyna aksamitnym, łagodnym tonem. Pies zamilkł.- Długo cię nie było, mój drogi. Musisz być wykończony- jej twarz wyglądała bardzo młodo, ale w oczach kryły się tysiące przeżytych lat.
-NIE JEST TAK ŹLE. ZBYT DŁUGO PRZEBYWAŁEM NA LĄDZIE.
-Ach, czasami żałuję, że stworzyłam tę barierę wokół Jeziora Spotkań. Ale skoro ja nie mogę zobaczyć, co się tam dzieje, inni też nie mogą.- uśmiechnęła się lekko.
-WIEDZIAŁAŚ JUŻ WCZEŚNIEJ?- zdumiał się wąż.
-Zapomniałeś, kim jestem?- odparła- Biedna Miril… Będzie jej ciężko wrócić na Wyspę. Oczywiście od dawna wiem, że Umnar coś planuje. Inaczej nie byłabym Wyrocznią.
-PANI, CO SIĘ STAŁO Z CALLAS MIRIL?- zapytał Ywaare.
Wyrocznia nie odpowiedziała. Odwróciła głowę w stronę węża. Wyglądała, jakby walczyła sama ze sobą. Na jej twarzy widniał głęboki smutek. Westchnęła i znowu zaczęła patrzeć na ścianę jaskini.
-PANI, NIE MOŻESZ POWIEDZIEĆ?
-Niestety, mój drogi. Tak wiele wiem, a tak mało mogę zrobić. Musicie sobie radzić sami. Ruchome Wyspy zatrzymały się przy Urath. Możesz odpocząć, będą tam przez dłuższy czas. Około trzech dni.
-PRZEPRASZAM, NIE POWINIENEM PYTAĆ- głowa morskiego węża zanurzyła się z powrotem. Fala, jaką wywołała delikatnie zmoczyła kraniec dywanu. Baskin zawrócił i położył się u nóg swej pani.
-Ywaare czuje się winny. On uważa, że powinien cię chronić od wszystkich trosk. - powiedział.
-Wiem- westchnęła Wyrocznia- Może kiedyś sam zrozumie.
Dziewczyna zamyśliła się. Jej wzrok był nieobecny. Rozważała przebieg historii. To, co było, co się właśnie działo i to, co dopiero miało się wydarzyć. Nic nie było przed nią ukryte. A przyszłość zawsze miała kilka wersji…
-Ilniro…- odezwał się Baskin.
-Tak?
-Co z Maven?
-Wezwiemy ją w odpowiednim czasie. Teraz stoi przed nią inne trudne zadanie.
***

Serein powoli odzyskiwał świadomość. Był cały obolały, huczało mu w głowie. Nie miał nawet siły, żeby otworzyć oczy. Czuł, że leży na czymś twardym, a powietrze było bardzo świeże. Było z nim coś nie tak. Nie wiedział dokładnie co, ale był pewien, że czegoś mu brakuje, miał w sobie niewyjaśnioną pustkę. Mikstura działała nadal, chociaż kłucie zelżało.
Nie wiedział, kiedy zasnął. Obudziły go odgłosy wielu kroków. Ktoś przebiegł całkiem blisko, a potem dźwięki zmieniły się jakby ta osoba pokonywała schody. Chłopiec zebrał w sobie siły i podniósł się. Przez moment obleciał go paraliżujący strach. Siedział na wyrzeźbionym w lodzie łóżku w lodowym pokoju i był pewien, że zaraz zamarznie. Ale coś tu się nie zgadzało. Ból głowy nie ustąpił i Serein z ledwością mógł myśleć. Ze zdziwieniem uświadomił sobie, że w ogóle nie jest mu zimno. Dotknął łóżka, chociaż był prawie pewien rezultatu. Poczuł tylko lekki chłód. Nie dowierzając przyjrzał się swojej dłoni. Odkąd pamiętał był zawsze opalony, z powodu mieszkania w Świątyni ognia. Teraz jednak jego skóra przybrała normalny odcień, była nawet trochę blada.
Ktoś przebrał go w białą, lekką koszulę i takież spodnie. Rękawy i nogawki były poszerzane, zakończone grubym, granatowym haftem. Taki sam wzór zaczynał się na jego lewym ramieniu i ciągnął się przez połowę pleców. Serein wstał. Jego bose stopy dotknęły lodowej podłogi, a on mógł po niej chodzić z taką swobodą, z jaką kiedyś mógł biegać po rozżarzonych metalowych płytach. Nie miał pojęcia co Maven kazała mu wypić, ale działanie napoju było zdumiewające. Co się z nim stało?


DerraS 26/04/2008 20:18:26 [Powrót] Komentuj



Intrygujące, pisane świetnym, znakomitym stylem. Jestem zdumiona, bo długo szukałam dobrego bloga, który mogłabym czytać, a znalazłam prawdziwy skarb pisarski ;) Jestem pełna podziwu
Liza 29/04/2008 22:21:26
| brak www IP: 91.123.161.35