Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 9

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednie rozdziały.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Rozdział 9

Już 9?! Mam wrażenie, że ledwo co zaczęłam pisać ;).

Długo wyczekiwany kolejny rozdział. Miałam z nim trochę kłopotów, pewnie przez to, że prawie od miesiąca niczego nie pisałam. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona^^.

Niedługo podam w menu adres strony, z której wzięłam muzykę na bloga (jak ją znajdę, bo moja głupia przeglądarka skasowała wszystkie zakładki >:[ )






Szum deszczu obudził Kela. Przez chwilę jeszcze leżał obserwując pokój. Jak tylko mógł, odwlekał moment wstania. Stęchły zapach Sinnaru nieco zelżał dzięki ulewie. Kel usiadł na kanapie.
- Ała! Uważaj!!- ruda łasica spadła na podłogę.
- Deele?! Dlaczego nie siedzisz w sztylecie?
Obrażona łasica odwróciła głowę.
- O ile dobrze pamiętam, nie jesteśmy na ulicy.
- Ale zaraz będziemy- odparł wesoło mag.
- Zwariowałeś?! Chcesz wyjść w taką pogodę?- Deele zwinnie wspięła się na stół.- Spójrz!- wskazała na okno.- Nawet nie widać budynków po drugiej stronie ulicy.
- Właśnie. Idealna pora na wyjście z domu. Teraz nawet najwięksi złodzieje nie wystawiają nosa za drzwi.
- Skoro nikogo nie napotkamy, to nie wchodzę do sztyletu!- łasica wskoczyła magowi na ramię.- Nie będę siedziała z tymi motylami.
Kel wziął sztylet, który cały czas był wbity w stół. Schował go do pochwy u pasa.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego ich nie lubisz.
Młody mag zawsze unikał tłumów. Nie chciał rzucać się w oczy, a jego niezwykła aura wyróżniała spośród innych, nawet jeśli dokładnie zasłaniał się płaszczem. Sam potrafił odczytywać aury. Podobno miał tę umiejętność jeszcze zanim został magiem. Przynajmniej tak twierdził Minar. Sam Kel nie pamiętał niczego, co stało się przed dniem uroczystego pasowania.
***

- Oh, nie! Proszę się położyć! Panicz jeszcze nie wydobrzał.
Serein odwrócił się. W wejściu do pokoju stała lodowa Gassi. Wyglądała na około 30 lat, miała przezroczyste włosy i bardzo jasne, błękitne oczy. Trzymała lodową misę wypełnioną owocami. Przeszła przez pokój i postawiła jedzenie na stole. Potem stanowczym ruchem posadziła zdumionego Sereina z powrotem na łóżku.
- Panicz ma teraz odpoczywać.- kobieta wzięła się pod boki.- Kiija jeszcze nie zaczęła w pełni działać.
- Kiija?- wyrwało się chłopcu.
- Hm, nawet nie wiesz co wypiłeś? To specjalny eliksir. Prawdę mówiąc rzadko go używamy. Przepis zna tylko Callas i jej matka.- wyrzucała z siebie słowa bardzo szybko, jakby miały zaraz uciec.- Jak by tu w skrócie wyjaśnić… Chyba sam już poczułeś jak działa.
- Tak. To nieprawdopodobne, w ogóle nie czuję zimna.
- Właśnie. Będziesz mógł u nas przeżyć. Ale to nie wszystko- zaśmiała się Gassi.- Poczekaj do jutra! No, przyniosłam ci trochę jedzenia ze Świątyni Lasu. Lepiej się połóż i postaraj zasnąć. Kiija jest bardzo silną miksturą, na razie nie wychodź poza obręb tej komnaty. Mógłbyś zemdleć. Będę do ciebie czasami zaglądała.
Kobieta wyszła dziarskim, energicznym krokiem. Serein wcale nie miał ochoty znów się kłaść. Sięgnął do misy i wybrał z niej kiść winogron. Jadł powoli i z braku lepszego zajęcia obserwował górski krajobraz za oknem. To miejsce było zupełnie inne od tego, w którym się urodził. Kiedyś jego świat składał się z kipiącej lawy otoczonej ciemnymi skałami. Dym z komina dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Tutaj trochę przerażał go ogrom przestrzeni. Niebo było prawie zawsze czyste i niesamowicie błękitne. Świątynia Lodu leżała w jednym z najwyższych punktów gór, dlatego widok z niej rozciągał się na wiele kilometrów. Czasami Sereinowi wydawało się, że widzi mgłę i chmury otaczające Peryferia.
Kiedy skończył jeść położył się, ale nie mógł zasnąć. Nie czuł zimna, ale lód był dosyć twardy. Może gdyby od urodzenia tak spał, byłby przyzwyczajony? W jego Świątyni wszystkie meble były z metalu, ale spał tam na słomianej wyściółce. „Jego”? Chłopiec zaczął zastanawiać się którą Świątynię powinien nazywać „swoją”. Tę, w której spędził dzieciństwo, czy tę, w której właśnie przebywał? I do której za miesiąc czy dwa będzie należał?
***

Sinnar tonął w strugach deszczu. Ulice, zwykle zatłoczone za dnia i w nocy, teraz ziały pustkami. Większość okien była pozamykana, tak jak sklepy, karczmy i gospody. Miało się wrażenie, że niebo postanowiło oczyścić to miasto ze wszelkich brudów nie tylko tych widocznych. Cała okolica wyglądała na umarłą. Po bruku szła jedynie szarozielona postać z łasicą na ramieniu.
- Już dłużej nie wytrzymam! Kel, wchodzę!- Deele zaczęła wpychać się pod gruby płaszcz.
- Poczekaj, spokojnie mała! Zaraz zrobię ci miejsce.
- Nienawidzę deszczu.
Kel uśmiechnął się i mocniej nasunął kaptur na głowę. Deszcz w ogóle mu nie przeszkadzał. Mag nawet go lubił. Jak nic innego ulewa potrafiła wypłoszyć mieszkańców Sinnaru do domów, a Kel mógł się w spokoju przejść. Chciał zrobić małe zakupy i przy okazji wypytać o wieści. Jako naukowiec nie mógł przepuszczać okazji do zdobycia informacji.
- Deele…
- Tak?- burknęło zwierzę.
- Czy na świecie istnieje coś, z czego byłabyś zadowolona?
- Oczywiście.
- Ach tak? Może…- mag urwał. Byli tuż przed skrzyżowaniem dwóch ulic i właśnie zza rogu ktoś wyszedł. Postać zatrzymała się na środku drogi. Kel podszedł bliżej. Sądził, że tylko on jest na zewnątrz w taką pogodę.
Dziewczynka wyglądała na mniej więcej 10 lat. Tyle można było stwierdzić po wzroście. Długie, proste włosy przypominające siano skutecznie zasłaniały jej twarz. Miała na sobie błękitną sukienkę z koronkami. Obok niej szedł dumny, czarny kot. Coś w tej dwójce było nienaturalnego. Kel przyjrzał się dokładniej. Dziewczynka nie miała niczego, co chroniłoby ją przed ulewą. Na dodatek była bosa, ale na jej stopach nie było najmniejszego zadraśnięcia. A przecież na ulicach Sinnaru nietrudno było o rozbitą butelkę po jakimś trunku. Kot w ruchach bardziej przypominał tygrysa lub panterę niż domowego zwierzaka.
Ale to wciąż nie było to. Kel dopiero po chwili dostrzegł, co było najdziwniejsze w tej parze. Od dłuższego czasu lało bez przerwy, a ani dziewczynka, ani kot nie byli w najmniejszym stopniu mokrzy!
Jednak mag nie miał czasu na dłuższe zastanowienie. Dziewczynka zauważyła jego obecność i odwróciła głowę. Spomiędzy włosów wyłonił się kawałek śniadej cery oraz duże, fioletowe oko. Kelowi zdało się, że gdzieś już je widział. Zakręciło mu się w głowie, a przed oczami pojawiły się kolorowe plamy. Na szczęście mag zdołał dojść do siebie. Kiedy znów spojrzał na skrzyżowanie, dziewczynki już nie było. Podszedł do miejsca, w którym stała i rozejrzał się we wszystkich kierunkach. Ulewa z uporem obmywała kamienny bruk. Tajemnicza postać zniknęła.
- Coś nie tak?
- Ta dziewczynka… Nigdzie jej nie ma.
- Jaka dziewczynka?- zdziwiła się Deele.
- Ta, która przed chwilą stała w tym miejscu.
- Nikogo nie widziałam- powiedziała z troską łasica.- Na pewno dobrze się czujesz? Chyba nie jesteś całkiem wypoczęty. Wracajmy do pokoju.
***

Po wyjściu Kela, Umnar przerwał pisanie. Nareszcie mógł zająć się czymś ważniejszym! Przysiadł na podłodze i zaczął wyciągać obluzowane deski. Skrytka była doskonale ukryta. Ktoś, kto nie wiedziałby o jej istnieniu w życiu by jej nie odnalazł. Umnar wyjął ze środka małą, czarną szkatułkę. Nie miała ona żadnych zdobień ani zamka.
- Grun a kiran nis- wyszeptał.
Szkatułka sama się otworzyła. Umnar wyjął z niej piękny, pomarańczowo-biały kwiat. Delikatne płatki były kompletnie zamrożone.
- Dlaczego mi to robisz? Dlaczego ciągle śpisz? Nie… Już dawno bym cię obudził, gdyby ten matoł wywiązał się z zadania… - skupiony na kwiecie mężczyzna dopiero teraz zauważył małą dziewczynkę w błękitnej sukience. Na kolanach trzymała czarnego kota.
- Oh! Cóż za niespodziewana wizyta!- powiedział Umnar wstając z uśmiechem.- Właśnie myślałem o tobie „księżniczko”.
- Radziłabym wypowiadać się z większym szacunkiem- niski głos należał do kota.
- Hm…- Umnar skrzywił się.- Cóż, proszę mi wybaczyć… Alniro, mam mały problem. Nie mogę odnaleźć zapisu twej pieśni. Czy nie zechciałabyś…
- Cisza!! Moja pani nigdy nie spełni twojej prośby- znowu głos należał do kota.- Obrażasz ją wspominając o pieśni. Myślisz, że nie domyślamy się, co knujesz?
Umnar poczuł się zbity z tropu. Alnira nie odzywała się, ba! Przez te włosy nie widział nawet wyrazu jej twarzy. Nie wiedział czy ma zwracać się do niej, czy do kota. Wybrał drugą możliwość.
- Wcale nie neguję mądrości twej pani. Ale chyba uznacie, że nie robię nic złego. Jader nie jest w pełni ukształtowany…
Kot prychnął pogardliwie. Umnar poczuł się poirytowany całą sytuacją.
-… podobnie jak twoja pani. Doskonale wiem, dlaczego ma postać dziecka. Ty też, Rikszo, nie należysz do największych. Jeśli Alnira zgodzi się…
Reakcja kota była natychmiastowa. Skoczył na Umnara i nim tamten się obejrzał, leżał pomiędzy starymi księgami przygwożdżony dwiema czarnymi łapami. Wielka pantera patrzyła na niego z nienawiścią w oczach.
- Przybrałam formę kota, żeby nie rzucać się w oczy- warknęła Riksza.- A teraz siedź cicho! Jeszcze jedno plugawe słowo z twych ust, w którym nie będzie należytego szacunku dla mej pani, a sprawię, że zamilkniesz na zawsze- wycedziła powoli. Umnar odwrócił wzrok.- Słuchaj śmieciu. Masz zostawić tego młodego maga, którym się wysługujesz, w spokoju, inaczej znowu tu przyjdziemy. I zapamiętaj to sobie: moja pani nigdy nie przejdzie na twoją stronę!
Po tych słowach pantera i dziewczynka zniknęły. Gabinet wyglądał tak, jakby nic się nie stało. Umnar spróbował usiąść. Dyszał ciężko z wściekłości i ze strachu. Nagle poczuł przeszywający ból w lewym ramieniu. Riksza pozostawiła po sobie głębokie zadrapania.
- Zobaczycie. Wszyscy. Jeszcze się zemszczę…


DerraS 28/05/2008 18:10:00 [Powrót] Komentuj



Hmmm, muszę przyznać, że uwielbiam takie postacie, jak ta dziewczynka xd xd Dodają takiego "czegoś" co uwielbiam

Acha, dwa razy dodałaś tę samą notkę ;]
Liza 29/05/2008 18:23:08
| brak www IP: 91.123.161.35