Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 12

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednie rozdziały.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Rozdział 12

Yay!! Nareszcie! Nowy rozdział napisany!
A wszystko przez jeden fragment, z którym zawsze mam problemy przy pisaniu :(. Jakoś przez niego przebrnęłam. Przepraszam wszystkich, którzy czekali ponad miesiąc.

Następny rozdział (mam nadzieję) za tradycyjne 2 tygodnie, może wcześniej?






Gładkiej powierzchni północnego morza nie psuła nawet najdrobniejsza fala. Na niebie puchate obłoki zapowiadały piękną pogodę przez cały dzień. Jedynym poruszającym się elementem była biała plama, która szybko leciała nad wodą.
-Ragash.
-Słucham?
-Ciężki jesteś.
-Nie moja wina, że nie mam skrzydeł.
-Owszem, twoja. Mogłeś przybrać inną postać.
-Ale nie chciałem. Przynajmniej nie wyróżniam się tak jak ty, Demer.
Tygrysica prychnęła niezadowolona. Była bardzo dumna ze swego wyglądu, jedwabistego, białego futra i jasnozielonych pasów. Uważała, że skrzydła dodają jej dostojeństwa, równocześnie były praktyczne, no i jak Strażnik Świątyni Powietrza miałby nie umieć latać? Ledwie dotarli do południowego krańca Derra Saglachodz, Ragasch jak gdyby nigdy nic władował się na jej grzbiet, kazał startować i stwierdził, że to najszybszy sposób przebycia morza. Oczywiście zgadzała się z nim, ale dlaczego to ONA ma się męczyć?
-Wyruszyliśmy ostatni, a mamy najwięcej do zrobienia- ostatnie zażalenie wypowiedziała na głos.
-Ale za to mamy najbliżej- odparł długowłosy wilk. Nie czuł się najlepiej. Było zdecydowanie za ciepło, a kiedy pojawiało się słońce, musiał mrużyć swoje wąskie, błękitne oczy.
-Na twoje szczęście, Ragash. Nie niosłabym cię ani trochę dłużej. Jesteśmy na miejscu.
Rzeczywiście, na horyzoncie widoczny już był zarys lądu i nieco oddalonego od brzegu pasma wzgórz. Powietrze robiło się coraz chłodniejsze i biały wilk odetchnął z ulgą. Przed nimi rozciągało się pokryte lśniącym śniegiem i lodem pustkowie. Dotarli do Lodowych Pól, pierwszej linii obrony Wyspy. Demer zgrabnie wylądowała, bez żadnego poślizgu. Usiadła tak niespodziewanie i gwałtownie, że Ragash zleciał z jej grzbietu i przejechał kilka metrów po zmarzlinie, zanim wpadł w zaspę.
-To nie było zbyt miłe- warknął, gramoląc się ze śniegu. Tygrysica zignorowała go. Rozglądała się uważnie, ale w okolicy nie było żadnego życia. Nagle przeszedł ją dreszcz.
-Brr, jak możesz patrolować to miejsce? Nie wytrzymałabym tutaj nawet jednej minuty. No, masz grunt pod nogami i to nawet twój ulubiony rodzaj. Od tej pory radź sobie sam. Spotkamy się po drugiej stronie, pod Darnem!
Zanim Ragash zdążył odpowiedzieć, Demer już była w powietrzu i szybko się oddalała. Wyraźnie nie chciała go słuchać. Wilk westchnął z rezygnacją. Prawda była taka, że nieważne jakie by ustalił pary, i tak pomiędzy Strażnikami musiało dochodzić do sprzeczek i nieporozumień. No, ale można było to znieść, tak długo jak wypełnienie misjii posuwało się naprzód. Przez chwilę zastanawiał się jak sobie radzą inni. Połączył ich tak, żeby nie dochodziło pomiędzy nimi do większych problemów. Potem podniósł głowę i zaczął węszyć.
-Hm, skoro już tu jestem, nie zaszkodzi spróbować- powiedział cicho, kiedy powoli zamieniał się w biały dym.
***

Niedaleko od Świątyni Powietrza była kotlina szczelnie otoczona górami, ulubione miejsce spotkań jej mieszkańców. Mógł się tam dostać tylko ten, kto wiedział o jej istnieniu. I był Powietrznym Gassi, którzy podczas standardowego treningu opanowywali trudną sztukę unoszenia się w powietrzu. Nie było to w żaden sposób podobne do lotu i wymagało systematycznych ćwiczeń przez kilka lat. Nad kotliną unosiło się parę pogrążonych w rozmowie grupek.
-Valis, słyszałeś najnowsze plotki?- zapytał jeden z nich. Miał krótkie błękitnawe włosy i bystre, jasne oczy, a ruchy pełne energii. Jego flegmatyczny towarzysz posiadał efektowny, wysoko zawiązany kucyk i twarz niemalże kobiecą. Spojrzał teraz bez wyrazu na rozmówcę.
-Nie, Owi. Nie interesuje mnie, co te gaduły mają do powiedzenia, wiesz o tym.
-Szkoda- uśmiechnął się Owi.- Czasem można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. A poza tym te dziewczyny są bardzo ładne. Wzbudzasz wśród nich duże zainteresowanie. Gdybyś zechciał jeszcze czasami do nich podejść...
Mina Valisa wskazywała na to, że w ogóle się nie przejął słowami przyjaciela. Niewiele spraw go obchodziło. Unosili się spokojnie nad północnym krańcem kotliny. Ich długie, jasnoniebieskie szaty lekko falowały. Były oznaką wysokiego usytuowana tej pary w hierarchii Świątyni.
-No, cóż to takiego usłyszałeś, Owi?- powiedział beznamiętnym tonem długowłosy.
-Eh, Valis, trochę więcej zainteresowania światem. Naprawdę nie chcesz wiedzieć, co się dzieje w innych Świątyniach?
-Nie.- Owi aż wystrzeżył zęby na to szczere wyznanie.- Ale mogę cię posłuchać, skoro nie mamy nic lepszego do roboty.
-Te wieści na pewno cię zainteresują- nie ustępował jego towarzysz.- Podono w tym roku wielu Calleri i Callas będzie miało swoich uczniów. W Świątyni Lasu i Wody jest to już potwierdzone. Ale krążą wieści, że Świątynia Ziemi, a nawet Świątynia Lodu mają kandydatów, których nauczycielami mogą zostać dzieci Mistrzów- tu Owi zniżył głos do tajemniczego szeptu, żeby podkreślić wagę swoich słów.- Ponoć do Świątyni Lodu przybył najmłodszy syn Mistrza Ognia.
Valis odwrócił głowę w jego stronę i delikatnie uniósł brew.
-Ha! Wiedziałem, że będziesz zainteresowany.
-Cóż, przyznaję, nieczęsto zdarza się...
Nagle na dnie kotliny coś błysnęło. Początkowo nikt nie zwrócił na to uwagi, ale migające światło było coraz większe. Potem wydobył się stamtąd wiatr, który robił się coraz silniejszy.
-Co to?- zdumiał się Valis.
-Nie wiem- odpowiedział jego przyjaciel.- W tym miejscu nie miało być dzisiaj wiatru.
***

Jasna smuga mknęła po zamarzniętej ziemi. W ciągu kilku minut dotarła do doliny, którą niespiesznie płynęła wąska rzeka. Tam dym się zatrzymał i zaczął formować się w białego wilka. Od ośnieżonego zbocza odstawała półka, otoczona niemal pionowymi, skalnymi ścianami. Na jej krańcu rosło samotne drzewo o koronie w kształcie trójkąta.
-WIDZĘ, ŻE SIĘ CZEGOŚ NAUCZYŁEŚ. ZATRZYMAŁEŚ SIĘ W BEZPIECZNEJ ODLEGŁOŚCI- głęboki, niski głos rozniósł się echem po okolicy.
-Tak...- Ragash zerknął na drugą stronę doliny, gdzie nieco dalej od miejsca, w którym stał, rozciągało się martwe miasto. Szkoda, że nie mógł tam zajrzeć...
-NAWET O TYM NIE MYŚL!!!- na ten krzyk wilk aż podskoczył. Szybko odwrócił głowę.
-Panie, mam do ciebie jedno pytanie. Czy ten człowiek wie, że tu jesteś?
-NIE WIEM... JEŚLI WIE, MAMY KŁOPOTY, JEŚLI NIE WIE, MAMY JESZCZE WIĘKSZE.- po tych słowach nastąpiło głębokie westchnienie.
-Też tak sądzę.
Nagle Strażnik wyczuł coś znajomego. Rozejrzał się próbując to zlokalizować.
-Ona wciąż tutaj jest?- zapytał.
-GŁUPIE PYTANIE, SAM JĄ WYCZUWASZ. TAK JAK JA NIE MOŻE OPUŚCIĆ TEGO MIEJSCA- głos był delikatnie zabarwiony żalem.
-Tak... jest szczególne. Czy ono musi pozostać uśpione? Znaczy, czy sen jest jedynym rozwiązaniem?- Ragash znowu spojrzał w stronę miasta.
-MUSI. TAK POSTANOWIŁY. NASZYM OBOWIĄZKIEM JEST ICH SŁUCHAĆ.
-Ale wtedy ty i ta dziewczyna...
-BEZ DYSKUSJI! CIESZ SIĘ, ŻE ALNIRA TEGO NIE SŁYSZY.
-Rozumiem. Tak jest.- warknął wilk i spuścił głowę. Przebierał przednimi łapami w śniegu- Będziemy kontynuować misję.
Od strony drzewa zaczęły dobiegać niskie, duniące dźwięki. Strażnik podniósł głowę.
-MASZ MAŁO CZASU.
-Hm, szybciej niż zwykle się denerwuje. Był tu ktoś przede mną?- powiedział podejrzliwie Ragash.
-I TAK I NIE.- biały wilk zmrużył oczy i szykował się, by zadać kolejne pytanie. Nagle rozniosło tak potężne dudnienie, aż ziemia zadrzała.
-IDŹ JUŻ!
Wilk zawarczał niezadowolony, ale posłusznie się rozpłynął.
***

Wiatr zrobił się tak silny, że Valis i Owi z trudem utrzymywali równowagę. Z dna kotliny wzbijały się tumany kurzu, przez które nie mogli zobaczyć innych Gassi.
-Huragan!!!- wrzasnął Owi, próbując przekrzyczeć ogłuszający szum, chociaż oboje doskonale o tym wiedzieli.
-Ale skąd?!! Od trzystu lat nie wywoływano huraganów!!!- odparł Valis z niepokojem.
Nagle ktoś przeleciał obok nich z przerażającym wrzaskiem. Po chwili cudem unikneli zderzenia z wielkim głazem, który teraz miotał się w powietrzu niczym piórko.
-Uciekajmy stąd!!- krzyknął Owi- Jeśli wiatr nas porwie, rozbijemy się o ściany kotliny!!
Niestety Valis nie zdążył uniknąć spotkania z lecącym konarem. Dostał w tył głowy i stracił przytomność. Huragan z łatwością porwał bezwładne ciało.
-Valis!!- w kilka sekund Owi stracił przyjaciela z oczu. Kurz i bryłki ziemi ciągle w niego uderzały, a na dodatek ograniczały widoszność do mniej niż metra. W tym momencie wiatr poderwał go w górę. Teraz sam musiał uważać, żeby nie uderzył go żaden z lecących przedmiotów. Cieszył się teraz, że nie opuścił żadnej lekcji napowietrzynych manewrów, jakie odbywały się w Lessar Sagla. Poczuł się zbyt pewny siebie i zachaczył stopą o coś twardego. Krzyk bólu zagłuszyło wycie wiatru. Ovi chciał za wszelką cenę odnaleźć Valisa, ale szalejący huragan podrywał go coraz wyżej.
-Ima nasse ak ulorum!- wypowiedział zaklęcie. Ku jego zdumieniu nie zadziałało.
-Less ana weriing!- huragan nadal szalał w najlepsze.
Pierwszy raz zdarzyło się, żeby wiatr go nie słuchał, co było bardzo dziwne. Owi jeszcze nigdy nie słyszał o takiej sytuacji i wcale go nie radowało, że był pierwszą osobą, która się w niej znalazła. Kotlina, gdzie tak niedawno rozmawiał z Valisem robiła się coraz mniejsza, w miarę jak Gassi leciał wyżej. Nagle ujrzał nad sobą ciemnoszare chmury. Wydobywało się z nich groźne grzmienie. Owi zaczął gorączkowo myśleć. Jeśli wleci w chmury, będzie po nim. Tylko jedno mogło go teraz uratować. Próbował znaleźć się jak najbliżej obrzeży huraganu. Zamknął oczy i zebrał całą swoją moc. Miał nadzieję, że zostało trochę powietrza, które mógłby kontrolować.
***

Bagra zerwał się na równe nogi. Cicho zawarczał.
-Co się stało?- Wyrocznia spojrzała na niego ze zdumieniem.
-Zaczęło się- odparł pies.- Wydarzenie z trzeciego lustra. To, którego nie mogłaś zobaczyć, Pani.
-Czy wiesz już, co to jest?
-Nie, ale czuję dużą ingerencję magii z zewnątrz na terenie Wyspy. Najsilniejsza ma miejsce na zachód od Świątyni Powietrza.
Wyrocznia z powrotem opadła na fotel. Bagra wiedział, że lepiej jej nie przeszkadzać w rozmyślaniu. Położył się na środku jaskini, tuż obok wylotu wypełnionego wodą tunelu. Minęło trochę czasu.
-Wychodzimy.- Wielki pies głałtownie się odwrócił.
-Jak to?! Ehm... Przepraszam, Pani, ale chyba nie dosłyszałem.
Wyrocznia uśmiechnęła się na widok zdumionego Ducha. Skierowała się w stronę zawsze zamkniętych drzwi, które były zaryglowane dwoma metalowymi sztabami. Jej fioletowa suknia prawie dotykała ziemi.
-Myślę, Bagro, że bardzo dobrze mnie zrozumiałeś. Mógłbyś mi pomóc?
Pies posłusznie wstał i podszedł do drzwi. Wpatrywał się w sztaby, które zgodnie z jego wolą zaczęły się odsuwać.
-Pani, nie wychodziłaś stąd od czasu Kvan Rdetab!- wysapał. Naprężył wszystkie mięśnie i phnął ciężkie drzwi. Razem wyszli z jaskini.
-Tak. Masz rację. Ale będę musiała znowu się wtrącić.


DerraS 2/09/2008 21:49:22 [Powrót] Komentuj



Witaj! Weszłam na Twojego bloga przez reklamę i zaraz mi się spodobał klimat tu panujący. Jestem pełna podziwu, iż tak długo prowadzisz to opowiadanie, z pewnością przy odrobinie czasu je przeczytam :). I wreszcie muzyka, uwielbiam takie dźwięki! I w związku z tym mam prośbę: mogłabyś mi napisać co to za utwory? Byłabym niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam
Aitai 11/10/2008 14:01:55
| http://sofronia.blog4u.pl IP: zalogowany

Cześć.Jestem tu pierwszy raz,przeczytałam ostatni rozdział i podoba mi się,chociaż musiała bym zacząć od początku czytać żeby wiedzieć o co chodzi ,jak znajdę czas to na pewno to zrobię.Też piszę opowiadanko ale niestety mam trochę mało czasu na fantazjowanie, a szkoda bo bardzo to lubię.Życzę dużo weny.
zakręcona 3/10/2008 11:32:37
| brak www IP: 83.19.64.98

Witaj! Pamiętasz mnie jeszcze? Kiedyś pisałam opowiadanie Ostatnia Smoczyca, które tak przyjemnie komentowałaś. Postanowiłam powrócić do łask pisania i zacząć wszystko od nowa.
Nie o tym chciałam jednak pisać. Zaczęłam czytać twoje opowiadanie i rzesz kurna wciągnęłam się na maxa... Jak dobrze pójdzie skończę je do piątku (jak wiadomo, szkoła itede) jednak już teraz chcę ci przekazać, że wspaniale piszesz i masz bogatą wyobraźnię:)
Pozdrawiam i życzę weny!
Loretta 21/09/2008 10:57:44
| brak www IP: 85.221.202.144

Chyba cie nie zdziwi jak powiem ze nota cudna, nie???
Geniusz zła jestes i tyle.^^
Jak twoje zakwasy?
ELViSS 20/09/2008 12:32:31
| brak www IP: 83.20.201.28

Masz może ochotę poddac swój blog ocenie na www.z-domieszka-ironii.blog4u.pl ? Serdecznie zapraszam.
Mrs^Ironia 15/09/2008 19:53:40
| brak www IP: 89.230.205.43

Witaj ponownie! zapomniałaś o mnie, co ^^? Instynktownie weszłam na twojego bloga i co widzę? Nowy rozdział. Zabieram się do czytania.
Ps. jeśli mogłabyś informować mnie o nowych rozdziałach, byłabym wdzięczna.
Sathia 7/09/2008 12:11:19
| brak www IP: 217.98.60.144

Fajny blog. Zapraszam do mnie. zdr. :)
Iks. De. 6/09/2008 12:54:16
| brak www IP: 195.116.217.2

Uwielbiam tą wyrocznię! Jest moją ulubioną postacią ^^ szkoda mi tych chłopaków, ale chyba im się nic poważnego nie stało, prawda?
Jestem wdzięczna, że zaglądasz czasem do mnie i dziękuję Ci za to :)
Ach, pisz jak najszybciej ;f
Liza 4/09/2008 20:10:43
| brak www IP: 91.123.161.35