Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 13

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednie rozdziały.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Rozdział 13

Uh, jak zwykle opóźnienie :[
Wydaje mi się, że ten rozdział wyszedł odrobinę dłuższy niż zwykle. Nie wiem, kiedy będzie następny. Czeka mnie przeprowadzka do akademika, początek studiów, a 4 października idę na wesele. Wolnego czasu na pisanie nie przewiduję:(
Naszła mnie wena na rysowanie, więc może wkrótce dział Ilustracje się powiększy;)
KOMENTOWAĆ!






Demer leżała na skraju starego lasu i czyściła sobie łapy. Ludzie pracujący na pobliskim polu w ogóle nie zauważali skrzydlatego tygrysa. Owszem, od czasu do czasu zerkali podejrzliwie i z lekkim strachem w stronę Darnu, ale ich wzrok prześlizgiwał się przez Demer tak, jakby w ogóle jej tam nie było. Czuli, że są obserwowani. Las miał złą sławę wśród mieszkańców okolicznych wiosek i nie lubili oni pracować zbyt blisko wiekowych drzew, których pnie i konary wyglądały jak dawne bestie.
-Coś długo go nie ma. Myślałam, że będzie tu przede mną.- mruknęła tygrysica.
Zaczęła się zastanawiać, kiedy ostatnio opuściła Wyspę. To chyba było jakieś kilkaset lat temu, wkrótce po zakończeniu Kvan Rdetab. Ciekawe, że stroje rolników i ich styl pracy prawie w ogóle się nie zmieniły. Nadal nosili grube, skórzane spodnie i krótkie, połatane tuniki, które nie przeszkadzały im w pracy. No, ale była teraz w jednej z najbiedniejszych części Asigvy. Kogo było stać, ten przeniósł się na południe, gdzie zima była mniej sroga. Na dodatek w tym roku trwała wyjątkowo długo. Demer obserwowała jak ludzie walczyli z zamarzniętą ziemią. Prawie zaczęła im współczuć. Będzie musiała zapytać Ragasha o tę anomalię. Kiedy biały wilk raczy się w końcu pojawić.
Gdyby nie to, że rolnicy mieli inne twarze, pomyślałaby, że czas stanął tu w miejscu. Miejsce, w którym stanął czas. Czy to nie ono było źródłem ich problemów?
Nagle z pobliskich krzaków ostrożnie wyszedł wilk o długim futrze.
-Długo cię nie było- powiedziała Demer wstając.-Ruszajmy dalej.
-Wiesz, co to oznacza?- odparł Ragash z błyskiem w oku.
-O nie! Mam dość noszenia! Jesteśmy na lądzie, dalszą drogę możemy przebyć piechotą.
-Hm, przejście pieszo zajmie nam więcej czasu.
-Trudno!- prychnęła tygrysica.-Trzeba było wyruszyć wcześniej, tak jak mówiłam.
Wilk westhnął głęboko i podbiegł do Demer, która zaczęła iść nie oglądając się za siebie. Tygrysica miała głowę dumnie wzniesioną do góry, robiła pewne, duże kroki. Ragash dreptał obok niej.
-Mam nadzieję, że pamiętasz drogę.
-Oczywiście! Nad ranem będziemy przy głownym trakcie, a po dwóch-trzech dniach dotrzemy do obrzeży Sinnaru.
-Trochę długo
- powiedział Ragash pod nosem.- Mam nadzieję, że Remis wciąż tam jest.
-Phh, to „wyjątkowe” miasto. Musi mieć Strażnika. Chociaż naprawdę nie wiem, po co.

Przez cały czas szli ścieżką, która biegła na granicy zagonów. Kiedy zapadł zmrok, skryli się pod rozłożystym krzewem. Rolnicy powoli wracali do swoich domów na spoczynek. Zwykli ludzie nie mogli zobaczyć Strażników, ale sytuacja byłaby trudna, gdyby trącili lub potknęli się o któreś z nich.
***

Serein zapadł w krótką drzemkę ukołysany szumem rzeki i jednostajną bielą wokół siebie. Zbudził się i zbeształ w myślach sam siebie. Przypomniał sobie słowa Ingviego:
-Pamiętaj, lód i śnieg pod wpływem Świątyni są w pewnym sensie żywe. Nie lubią, kiedy ktoś narusza ich spokój i wkracza w ich królestwo. Pozbywają się intruzów bardzo powoli. Najpierw przychodzi zmęczenie. Jeśli nie masz wystarczająco silnej woli, nie oprzesz się chęci zatrzymania się. Kiedy będziesz odpoczywał podczas drogi, pamiętaj, że nie wolno ci zasnąć. Aiesiva Oun sprawią, że zapadniesz w przyjemny sen, ale możesz się już więcej nie obudzić. Twoje przerwy muszą być jak najkrótsze.
Niech to...!! Mimo ostrzeżeń smoka, spokojna atmosfera tego miejsca i tak go uśpiła. Serein nie wiedział jak długo tak siedział, oparty o skałę. Był mocno wytrącony z rownowagi. Najgorsza była świadomośc, jak bliski był śmierci. Nie mógł wybaczyć sobie lekkomyślności. Postanowił odczekać chwilę, żeby móc skupić się na wspinaczce.
Serein obserwował odblaski słońca na nierównej powierzchni lodowca, który, jak sam ostatnio zaobserwował, z przynajmniej dwóch stron przylegał do świątynnej góry. W pewnym momencie coś się zmieniło, ale chłopak nie mógl dojrzeć co. Jednak dotąd spokojny nastrój zmienił się, jakby góry oczekiwały czegoś w napięciu. Wkrótce Serein zrozumiał, że to wiatr zmienił kierunek. Nie wiało już od południa, przez co mchy zaczęły powoli zamierać, tylko od wschodu, prosto w jego twarz. Na horyzoncie pojawił się ciemny punkt, który powiększal się z niespodziewaną prędkością.
Burza śnieżna? Serein słyszał, ż od kilkuset lat nie było burzy śnieżnej. Od czasów wojny w Świątyni Powietrza rygorystycznie pilnowano siły i kierunków wiatrów. Teraz nie miał czasu zastanawiać się dlaczego ich sąsiedzi zawiedli. Niedługo zrobi się tu niebezpiecznie, nawet jeśli nie odczuwał zimna. Rozejrzał się w poszukiwaniu schronienia. Nieco wyżej od miejsca, w którym siedział, pośród skał widniała wnęka, idealna, żeby się do niej wcisnąć. Gdyby tylko udało mu się tam wspiąć...
Wstał i rozpoczął wędrówkę. Nie było łatwo się tam dostać. Kamienie pokryte cieńką warstwą lodu były strasznie śliskie. Buty o grubej, ponacinanej podeszwie nie dawały kompletnej przyczepności i Serein musiał iść prawie na czworaka. Z pośpiechu poślizgnął się i zsunął prawie do miejsca, w którym zaczął. Pod grubą warstwą ubrań czuł jak poobdzierał sobie kolana, łokcie i dłonie. Nie poddawać się. W końcu zdawał teraz test na silną wolę.
Ingvi nic nie wspominał o tym, co trzeba robić w czasie burzy śnieżnej. Pewnie, ale kto mógł się spodziewać, że nadejdzie akurat teraz?
Był już prawie u celu, kiedy pierwszy silny podmuch zwalił go z nóg. Momentalnie zrobiło się ciemno, a sypiący śnieg ograniczył widoczność prawie do zera. Jakimś cudem serein zachaczył prawą ręką o skraj wnęki. Wkrótce dołączyła do niej druga. Z całych sił starał się przeciwstawić coraz silniejszemu wiatru. Udało mu się wślizgnąć do tej w miarę bezpiecznej kryjówki, ale był wykończony. Zaczął poprawiać swój futrzany płaszcz. Szalejący wiatr odnajdywał sposób, żeby dostać się pod, jak mu się jeszcze niedawno wydawało, szczelny strój. Bał się, że za chwilę zostanie poderwany w górę. Skulił się i spróbował wcisnąć się jak najgłębiej w ciasną przestrzeń pomiędzy skałami. Czuł jak śnieg powoli go przysypuje i słyszał przytłumione wycie huraganu. Nie mógł już dłużej powstrzymywać się przed zamknięciem oczu...
Na chwilę odzyskał przytomność. Ktoś siągnął go po czymś miękkim, na jego zamknięte powieki padały ciepłe promienie słońca. Potem zobaczył znajomą sylwetkę ptaka z poprzedniego snu. Jego pióra połyskiwały srebrem. Potem wszystko pochłonęła ciemność.
***

Chwila wythnienia. Jedna z nielicznych, jakie Maven ostatnio miała. Żadnych narad w sali tronowej. Żadnych listów do przeczytania i do napisania. Żadnych obowiązków, które muszą być natychmiast wykonane. Maven wyglądała przez okno swojej wieży, oparta o parapet. Nuciła cicho pod nosem piękną, ale jednocze smutną melodię. Rozkoszowała się tym wolnym czasem. Daleko w dole inni Gassi nie mieli takiego szczęścia. W Świątyni było mnóstwo pracy na tydzień przed Ofiarą.
-Gdzie jesteś Miril? Mam nadzieję, że nic ci się nie stało- westhnęła.- Przy tobie wszystko wydawało się prostsze...
Patrzyła przez chwilę na martwy, zimowy krajobraz. Nigdy nie przestawał jej się podobać. Był jej częścią, a ona była częścią niego. W dole rozległy się nawoływania.
Zastanawiała się czy Serein sobie poradzi. W końcu pochodził z Rikare Saglam. To prawda, od samego początku dostrzegła w nim wielki potencjał. Ale talent to nie wszystko, owszem był przydatny, ale większość zależała od tego, jak ten młody chłopak go wykorzysta. Maven miała wątpliwości czy dobrze zrobiła przyjmując go na ucznia. Mógł przecież pójść gdzieś indziej. Byłoby wtedy mniej problemów...
A ja nadal nie rozumiem o co chodzi w tych „wykluczających się nawzajem siłach”. I dlaczego są one aż takim problemem.
Ingvi! Ile razy mówiłam, żebyś nie podsłuchiwał czyiś myśli!
Kiedy to jest takie ciekawe! Nudzę się, wszyscy są zajęci pracą, nawet dzieci. Więc uważasz, że ten chłopak może być kimś wielkim?
Tak. Myślę, że tak. O ile udało mi się uśpić moc, z którą się urodził. Bo inaczej nie będzie mógł dojść do pełni swoich możliwości, albo nawet zginie. Musimy go pilnować.
Hmm, wydaje mi się, że młody już jest w niebezpieczeństwie. Widzisz to, co ja?

Daleko, nad górami horyzont robił się coraz ciemniejszy. Trochę za wcześnie na zapadnięcie zmroku. Czułe uszy smoka wychwyciły pojedyncze grzmienie.
Mm, wygląda na to, że Powietrzni zawiedli.
Akurat teraz?! Serein przechodzi właśnie ostatnią Próbę! Ingvi, zawiadom Strażnika. Ja muszę przygotować Świątynię do obrony.
Tak jest!

***

-Ragash
-Słucham?
-Nie sądzisz, że należą nam się wyjaśnienia? Dotąd inni cię słuchali, ale nie tyko ja zastanawiam się dlaczego zmobilizowałeś wszystkich Strażników i wysłałeś połowę z nich poza Derre. Nawet Ywaare bierze udział w tych poszukiwaniach. Wiem, że chodzi o Galviora. Ale moim zdaniem ta sprawa dotyczy twojej Świątyni, nie wszystkich. Czy jest coś, o czym nie wiem? Na Zgromadzeniu nie wyjaśniłeś nam zbyt wiele.

Wilk milczał. Szli szerokim, wygodnym traktem. Nie musieli już uważać, żeby żaden człowiek ich nie dotknął. Mało kto miał odwagę podróżować w nocy. Nawet jeśli ktoś się pojawił, wystarczyło lekko zejść w bok. W większości byli to przestępcy, którzy pod osłoną nocy przemykali się z i do Sinnaru. Demer oglądała się za każdym z nich z niesmakiem, Ragash zachowywał obojętność.
Tygrysica zaczęła zastanawiać się, czy jej slowa dotarły do białego wilka, kiedy ten się odezwał.
-Masz rację. Powinienem sam się zająć tą sprawą, bo dotyczy tylko Świątyni Lodu. Gdyby nie drobny szczegół...
-Jaki?
- Demer spojrzała podejrzliwie na partnera.
-Przysiągłem, że nie wyjawię tego sekretu. Nawet Strażnikom. Ywaare też go zna, dlatego zgodził się nam pomóc.
-Sekretu? Jakaż to tajemnica, której nawet Strażnicy, oprócz ciebie, nie mogą znać?

Wilk milczał. Skrzydlaty tygrys warknął cicho, po chwili westhnął z rezygnacją.
-Podejrzewam, że nie uda mi się zmusić ciebie do odpowiedzi.
-Masz rację
- Ragash uśmiechnął się lekko.-Może kiedyś wam powiem. Ale dopiero jak wszystkie pary wrócą na Wyspę.
Nagle z ciemności wyfrunęły dwa motyle. Świeciły oslepiającym, złotym światłem.
-A cóż to?- skrzywiła się Demer.- Nie wyglądają na żywe. Czuję jakąś dziwną moc...
-Kel! Odeślij te wstrętne insekty! Zwrócisz na nas czyjąś uwagę! Słuchasz mnie?!
- rozległ się pełen irytacji, piskliwy głos.
Od strony miasta do Strażników zbliżył się człowiek, szczelnie okryty płaszczem z jednego kawałka materiału. Na jego ramieniu siedziała łasica.
-Ni... Nikogo tu nie ma. I nie mam innego sposobu na oświetlenie drogi.- westhnął głęboko- Dokąd mam się udać? Straciłem jedyne źródło utrzymania i mieszkanie.
-Może jednak się zatrzymamy?- powiedziała z troską łasica.
-A czy to coś zmieni- odparł Kel smutnym tonem. O krok minął Demer i Ragasha. Ruda łasica odwróciła się szybko i skłoniła przed nimi głowę.
-To dziwne- rzekł wilk, kiedy złote światło zniknęło.
-Co?
-Nie wiesz? Ten człowiek nas zauważył, a mimo to nie zareagował.
-Widział nas?!
-Tak, pamiętasz motyle? Musiał być magiem. W dodatku miał własnego Gavi.
-Hm, dziwne. Myślałam, że magowie nie występują w tych okolicach.
-Masz rację. Może Remis nam to wyjaśni.



DerraS 23/09/2008 18:03:06 [Powrót] Komentuj



Super notka nie mogę doczekać się następnej. Zapraszam do itachi-sakura-yatsuki-love.blog.onet.pl
Tsunade19 26/10/2008 15:45:08
| brak www IP: 77.254.156.58

Cześć. Czy mogła byś mi pomóc? Chodzi o doładowanie konta na blogu,jak to zrobić?
Wiem że jest do tego instrukcja,ale i tak nie wiem. Szablonów robić nie umiem.jak najłatwiej doładować to konto?
zakręcona 21/10/2008 23:41:22
| brak www IP: 79.163.206.161

nareszcie doszedłem do ostatniego napisanego przez ciebie rozdziału. Siwietne opowiadanie!!!
Wejdzi na mój Blog
Ja-pl 12/10/2008 18:09:38
| brak www IP: 81.190.2.197

Witaj, to znowu ja. Dla informacji staram się czytać twoje opowiadanie w każdej możliwej wolnej chwili (wciąż nie przeczytałam wszystkich rozdziałów), niestety, przez ostatnie dwa tygodnie szkoła robi mi z życia - jak to ujmuje moja koleżanka - "brud, kiłę i mogiłę" więc, jak sama przypuszczasz, nie mam zbyt dużo czasu:( (nie mówiąc już o pisaniu własnego opowiadania). Ale spokojnie, jak przetrawię cholernie nudną lekturę postaram się zwiększyć tempo czytania i dobrnąć do aktualnego rozdziału. Cierpliwości!
Ps. U mnie w końcu pojawił się Wstęp. Jak chcesz wpadnij by go przeczytać.
Loretta 5/10/2008 13:29:06
| http://wisior-ostatnich-smokow.blog4u.pl IP: zalogowany

Uch... chciałabym znać ten sekret ;] Ale właśnie takie tajemnice są najlepsze i trzymają w napięciu xd
Stwierdzam, że coraz bardziej lubię postać Ragasha ;)
Liza 24/09/2008 20:21:20
| brak www IP: 91.123.161.35