Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Ofiara

/.Kontakt.\

GG: 10514320

/.Poprzednia wersja.\
Prolog
I
II

Rozdział pierwszy
I
II

Rozdział drugi
I
II

Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty

/.Inne.\
Hiirci i Strażnicy
O powstaniu Jaderu
Słownik (do starej wersji)
Mapka Wyspy Świątyń

/.Księga Gości.\
Wpisz się, jeśli chcesz być powiadamiany(a) o nowych rozdziałach
Zobacz K.G.
Wpisz się
Wpisów: 11

/.Ulubieni.\








Dodaj opowieść do ulubionych



Szablon wykonała DerraS
Obrazki pochodzą z DeviantArt
Powered by blog4u



Prolog

Witam po długachnej przerwie. Znów będę pisać, a oto prolog nowej wersji Ofiary. Mam nadzieję, że się spodoba:). Nie wiem jeszcze jak często będę w stanie zamieszczać notki.
Miłej lektury!






Prolog

Kiedy gwiazdy świecą najmocniej
Nie wszystkim dany jest spokojny sen


Nad całym Jaderem niebo było bezchmurne w ostatni wieczór zimowego miesiąca Halod. Była to szczególna noc, czas Przejścia, kiedy mniejszy, jasnożółty księżyc Paelm ustępował miejsca jaskrawoczerwonemu Lau wschodzącemu niemal dokładnie po drugiej stronie nieboskłonu. W przypadku obu księżyców nad horyzont wystawała jedynie niewielka ich część. Gwiazdy nie miały w tym czasie żadnej konkurencji, toteż zdawały się świecić jaśniej niż zazwyczaj. Była to jedna z niewielu nocy w roku, kiedy można było obserwować te wszystkie drobne iskierki pośród okalającej je czerni.
W najbardziej zaawansowanym technologicznie Cesarstwie zima nie wywoływała większych zmian w codziennym życiu. Ludzie z kontynentu Hasali prawie całkiem porzucili uprawę roli i hodowlę zwierząt. Skupiali się na produkcji różnych przedmiotów codziennego użytku, ubrań, ozdób, dzieł sztuki oraz luksusowych towarów dla nieustannie bogacących się lordów poszczególnych prowincji. Rynek usług także prosperował w najlepsze. Odkryli, że wiedza nie musi być przekazywana co wieczór przez starszyznę wszystkim, którzy chcieli ich słuchać, lecz może także mieć swoją cenę. To właśnie w tej części Jaderu po raz pierwszy wynaleziono druk i zaczęto rozprowadzać książki. Już prawie wszyscy mieszkańcy umieli czytać i pisać, co w pozostałych częściach należało do rzadkości. Oczywiście nadal występowały tam obszary poprzecinane kratkami pól uprawnych. Ustępowały jednak miejsca gwałtownie rozwijającym się miastom.
Najbardziej na południe wysunięty Carmar prawie nie odczuł nadejścia zimnej pory. Owszem, temperatura spadła, ale nadal można ją było określić jako nieznośnie gorącą. Las deszczowy nie zahamował bujnego wzrostu, skutecznie chroniąc się przed zasiedleniem. Poukrywały się w nim wioski plemion, które od setek lat nie zmieniły tradycji i nadal żyły w zgodzie z naturą. Stare podania przekazywane ustnie niosły ogromną wiedzę o świecie, gdyby tylko inne ludzkie rasy zechciały ich słuchać. Cywilizowany świat zdołał na tym kontynencie wyrwać roślinności tylko jedno miasto.
Żyzne ziemie na kontynencie zwanym Asigvą czekały cierpliwie na nadejście wiosny, żeby jak zwykle zapełnić się drobnymi rolnikami lub pracownikami tych bogatszych, rozbrzmieć wrzawą wielu głosów i śmiechów oraz zapełnić się zapachami ze wszystkich okolicznych wiosek i nielicznych miast. Ludzie żyli tam spokojnie i niespiesznie, nowe technologie rozprzestrzeniały się wolno i nie zawsze spotykały się z powszechną akceptacją. Trakty biegnące pośród pól, a czasem lasów w ciepłej porze roiły się od podróżnych, głównie kupców. Na razie panowała na nich martwa cisza. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wychodził z domu w zimową noc, zwłaszcza w najdalej wysuniętej na północ części kontynentu. Zaczynały się tam Lodowe Pola, obszar wiecznie zamarzniętej ziemi ciągnący się przez wiele mil. Żaden człowiek nie wiedział, co się za nimi kryje. Wyruszyło tam już wiele wypraw, ale wszystkie bez wyjątku ginęły bez wieści. Przejście do tej niegościnnej krainy wyznaczał gęsty las iglasty.
Pomiędzy wysokimi sosnami szła, sądząc po wzroście, dziesięcioletnia dziewczynka. Jej bose stopy dotykały grubej warstwy śniegu, ale zdawała się nie zwracać uwagi na ten fakt. Podobnie jak na nocne chłody, przez które zginęło tak wiele nieostrożnych. Miała na sobie tylko błękitną sukienkę na ramiączkach z cienkiego materiału, a jej brzegi były okolone ciemniejszymi koronkami. Długie, idealnie proste włosy w odcieniu jasnego blondu sięgały dziecku do kolan i dokładnie zasłaniały twarz. Jednak dziewczynka doskonale wiedziała dokąd idzie. Obok niej kroczył majestatycznie czarny kot. Czasami zdawało się, że to zwierzę ją prowadzi, przystawało co chwilę i rozglądało się jakby szukając właściwej drogi.
W świetle gwiazd świeży śnieg wyglądał jakby składał się z miliardów drobniutkich diamentów. Stanowił idealny kontrast dla grubych, ciemnych pni drzew. Delikatnie chrzęścił pod ciężarem idących do rytmu swej własnej, nieznanej melodii. Powietrze było ostre i świeże, jak zawsze w środku zimnej pory. Dziewczynka wraz z towarzyszącym jej kotem dotarli na skraj niewielkiej polanki. Miała owalny kształt, jej brzegi porastały krzaki o dziwnie poskręcanych gałęziach, które chciwie wykorzystywały każdy skrawek lasu, na którym nie było drzew. Teraz były nagie, czekały na pierwsze cieplejsze promienie słońca. Z polanki widać było prawie całe niebo.
-Za rok o tej porze wzejdzie Kvan.-stwierdził kot. Kiedy usiadł stał się czarnym punktem wyznaczającym środek polanki.-Każde kolejne sześćdziesiąt lat wydaje mi się coraz krótsze. Jeszcze jedno milenium i będą dla nas nie dłuższe od mrugnięcia okiem, prawda Alniro?
Spojrzał za siebie rażąco żółtymi oczyma. Dziewczynka wciąż była pomiędzy drzewami, opierała się lekko o jeden z pni o pomarszczonej korze. Przez jej włosy nie było widać co tak naprawdę myśli.
-Alniro, zawsze to samo. Wiesz, że musisz, więc nie przedłużaj. On cię nie potępia, zawsze jest bardzo delikatny. Chodź, im szybciej zaczniesz, tym szybciej będziemy mieć to za sobą.
Dziewczynka nie poruszyła się, po chwili przesunęła stopy nieco do tyłu. Mięśnie jej palców napięły się, kilka kawałków kory bezgłośnie upadło na ziemię. Poruszyła się tak, jakby miała zamiar za chwilę uciec, ale coś jej nie pozwalało.
-Chodź, będę przez cały czas przy tobie. Nie bój się.-powiedział kot nieco niższym tonem.
Alnira z ociąganiem podeszła do zwierzęcia. Kot z zainteresowaniem obserwował księżyce. Przekrzywiał wtedy śmiesznie głowę i strzygł uszami. Dziewczynka z kolei podniosła głowę. Część włosów spłynęła z jej twarzy i teraz przebijała przez nie ciemnobrązowa cera i wielkie oczy koloru dojrzałych śliwek. Przez chwilę odbijały się w nich gwiazdy, po czym zmatowiały. Stali tak w bezruchu przez kilka godzin.
-Korona jest dzisiaj jaśniejsza niż zwykle.-stwierdził kot, kiedy zwrócił wzrok na ten sam punkt nieboskłonu, co dziewczynka. Przeciągnął się i ziewnął.-Nie lubię, kiedy instrukcje trwają zbyt tak długo. Tu jest strasznie nudno. No, ale przynajmniej nikt nas nie zobaczy.
Alnira nie reagowała. Wyglądała, jakby przebywała zupełnie gdzie indziej, pozostawiając na świecie jedynie ciało. W końcu do jej oczu powróciło życie, opuściła głowę, a jasne włosy opadły, ale nie zakryły kompletnie twarzy. Dziewczynka wyglądała na smutną.
-I co? Nie było tak źle, prawda? No już, nie patrz tak na mnie.- zamiałczał kot.
Dziewczynka lekko pokręciła głową.
-Ja....-powiedziała cicho. Miała zwielokrotniony głos, brzmiał jakby małe dziecko i bardzo stara osoba mówiły jednocześnie. Drzewa zakrzywiły się z jękiem, broniąc się przed tym dźwiękiem. Jedno z nich nagle głośno zatrzeszczało, a potem z przerażającym piskiem zniknęło. Kot szybko podbiegł w tamtą stronę i podniósł ze śniegu niewielką szyszkę. Rzucił ją pod stopy dziewczynki.
-Widzisz, co narobiłaś?! Ile razy mam ci przypominać, że potrafię czytać w twoich myślach i wiem zawsze, co chcesz powiedzieć! JA jestem twoim głosem, zapomniałaś? Co byśmy zrobili, gdyby stało się coś gorszego?! Masz zakaz odzywania się, dopóki świat się nie skończy!
W oczach dziewczynki pojawił się niemy wyrzut, wściekłość mieszała się w nich z bezsilnością. Zaszkliły się od łez
-Och! Przepraszam- speszył się kot. - Trochę mnie poniosło. Nie chciałabyś chyba zawieść Jego oczekiwań?
Dziewczynka pokręciła głową.
-Możesz to naprawić zanim odejdziemy?
-Igas- szepnęła. Znów rozległ się przeszywający uszy pisk. Pośrodku polanki wystrzeliła sosna, bardziej rozwinięta i wyższa niż wcześniej. Alnira oraz towarzyszący jej kot zniknęli. Las powrócił do zimowego letargu i tylko nowe drzewo świadczyło o ich obecności.

DerraS 1/03/2009 11:45:24 [komentarzy 13] Komentuj